wtorek, 28 kwietnia 2015

Tattoo slip-on sneakers

Tak jak pisałam jakiś czas temu na blogowym fejsbuku, ręcznie malowane trampki chodzą za mną od jakiegoś czasu..




Głównym problemem był brak talentu plastycznego.. ale cóż potrzeba matką wynalazku ;-)

I gdy już nabyłam odpowiednie obuwie w białym kolorze (za całe 24 zeta) doszłam do wniosku, że przecież zawsze mogę jakiś fajny wzór przekalkować na materiał butków.. i tu problem..no bo gdzie kupić kalkę maszynową? Kto jeszcze czegoś takiego używa? Allegro odpadało, bo nie chciałam płacić drugie tyle za przesyłkę.. I w zeszłym tygodniu w drodze z pracy, całkowicie przypadkowo trafiłam do bardzo niepozornego sklepu papierniczego. I co? Była kalka! Musiałam co prawda kupić cale opakowanie, ale ok... przecież się zużyje ;-)
Po powrocie do domu wybrałam wzór, przekalkowałam go na inną kartkę, wyszedł całkiem fajnie, więc wzięłam się za przenoszenie wzoru na buta..i co? dupa... nic a nic nie zostawało na materiale o grubym splocie..
Co teraz? Co teraz?
A no nic, trzeba było zrobić odręcznie. Najpierw ołówkiem, później flamastrami do tkanin :-)

I w sumie jestem zadowolona z efektu, pierwsze koty za płoty  ;-D







Coś mi się wydaje, że to będą moje ulubione buty tej wiosny ;-)


sobota, 25 kwietnia 2015

Nadine

Tak jak pisałam w poprzednim poście, Nadusia chciała, żebym i dla niej uszyła lalkę, ale nie chciałam, żeby były takie same. Chciałam spróbować czegoś innego, postanowiłam podnieść nieco poprzeczkę ;-)
I znów lalka jest w większości z materiałów z "odzysku" :-D

Chyba się spodobała, szczególnie ilość detali i to, że może samodzielnie stać ;-)
A gdy moja mam zapytała Nadię jak nazywa się jej lala, odpowiedziała: "Nie wiem... hmmm... Nadia!"

Niech będzie Nadine, żeby się nie myliło. ;-)











Na koniec Nadia usadziła obie "siostrzyczki" na półce z książkami :-)



czwartek, 16 kwietnia 2015

Hello (Waldorf) Dolly!

W koło tematu lalki waldorfskiej krążyłam od jakiegoś czasu, ale jakoś nie mogłam się zabrać...
Do czasu, aż moja siostra wzięła mnie pod włos, mówiąc, że Zuzik na pewno bardzo by taką szmacianą laleczkę chciała.. a że dobra ze mnie ciotka :-P to postanowiłam uszyć.
Oczywiście najczęściej gdy coś szyję Duśka pyta czy to dla niej...więc i dla Nadii musiałam uszyć lalkę, ale o tym innym razem.

Przestudiowałam Pinteresta (nawet adekwatną tablicę utworzyłam) i to co gugiel ma do zaoferowania, przejrzałam swoje materiały i ciuchy-których-już-nie-noszę-ale-szkoda-wyrzucić-bo-materiał-fajny ;-) Bo musicie wiedzieć, że szycie lalek (i nie tylko) to świetny recycling starych ciuchów :-D
I powoli, nieśmiało wzięłam się do pracy, a czym bardziej lala nabierała lalowych kształtów tym chętniej mi się szyło  :-)
Trochę problematyczne były włosy z wełny czesankowej, bo ile można dziabać biedna lalę igłą po głowie?  ;-)
Najgorzej było uszyć ubranko, które będzie się dało zakładać i zdejmować, ale metoda prób i błędów się udało..chyba.. ;-)

Oto efekt końcowy:







I w objęciach Nadusi:





Ciekawe czy spodoba się Zuzi..?


sobota, 4 kwietnia 2015

Wielkanocnie

Nigdy nie przepadałam za Wielkanocą.. Zdecydowanie bardziej lubię Boże Narodzenie.. Ze względu na tradycje i ogólny klimat. 
Jestem niewierząca, to żadna tajemnica, więc święta nie mają dla mnie innej wartości niż rodzinna tradycja.. Ten wspólny czas jest dla mnie najważniejszy, rodzina była i jest najważniejsza. Niezależnie od tego kto chce, a kto nie chce do tej rodziny należeć..
Anyway, życzę wam kochani, żebyście w tym świątecznym czasie dostali to czego szukacie..