karmienie piersią niespełna 2 miesięcznego bąbla w szczycie sezonu truskawkowego ma swoje plusy...a w zasadzie jeden - je się dużo mniej truskawek (lub niektórzy wcale) niż zwykle więc resztę można zamrozić...
a potem gdy śnieg za oknem, wyjmuje się z zamrażarki pojemnik z czerrrrrrrrwonymi truskaweksami i robi się crumble truskawkowe :-D
Cremble może pięknie nie wygląda, ale jak smakuje.... mmmmmmmmmmmmmmmm....
mąż pomysł z crumblami skomentował: "a nie mogłabyś zrobić normalnego ciasta?", a potem gdy spałaszował pierwszą porcję (aż mu się uszy trzęsły) zapytał: "jest jeszcze?" a gdy skonczyła się cała forma zapytał: "ale mamy jeszcze zamrożone truskawki, żeby znowu zrobić crumble?"
przepisy są różne, ja to robię tak:
w formie ceramicznej układam owoce tak, żeby przykryły całe dno (może być więcej),
obsypuje łyżką mąki ziemniaczanej (truskawki puszczają sporo soku),
dwiema łyżkami mielonych migdałów (ale mogą być w płatkach lub słupkach),
dwiema łyżkami cukru waniliowego i połową łyżeczki mielonego kardamonu.
Potem robię kruszonkę: 6 łyżek mąki krupczatki (może być zwykła pszenna), 3 łyżki masła, 3 łyżki cukru. Ucieram palcami, żeby zrobiły się grudki i posypuje tym truskawki.
Kruszonki w przypadku truskawek można zrobić więcej, bo truskawki puszczą dużo soku. Całośc wkładam do piekarnika na 180 st C, na 30 minut (lub aż kruszonka będzie złoto-brązowa)
a potem jemy na ciepło :-D
Na zimno się nie je - bo i tak nic nie zostaje ;-)